Relacja z Orkonu

Autor relacji: Agnieszka 'Anathema' Pilc

Orkon przywitał nas … lekką mżawką, która jednakowoż miała dość przyzwoitości, by przestać mżyć na czas rozkładania namiotów. Późnym wieczorem, bowiem do ostatniej chwili załatwialiśmy towar i zamówienia dla Was, pracując w ogromnym pospiechu, by przygotować się na jedną z większych, a z pewnością najdłuższą imprezę w kraju.

Deszcz. Do tej pory trwają dywagacje, czy to aby nie wina Bestii, najdłuższego Orga w kraju, który poza swym męstwem, czarem, wrodzoną charyzmą, uprzejmością czysto męska urodą słynie z tego, że jak organizuje jakiegoś LARPa to pada. Więc pogoda była iście midmorska. Znaczy - czasem deszczu nie było.

Mimo to gra dla misiów odbyła się śpiewająco, co prawda nie brałam udziału, ale za to po wszystkim zobaczyłam przedziwny widoczek. Otóż grupka ludzi brała prysznic. Niby nic, gdyby nie to, że brała prysznic pod smokiem. Smokiem. Czerwonym. Dmuchanym. Za-je-faj-nym! Smok sobie rzygał wodą, a oni myli się, baraszkując wesoło. Całość nabrała sensu gdy zobaczyłam filmik, roboczo zatytułowany „Błyskawica! Błyskawica! Błyskawica!”

Eh, każdy był kiedyś misiem, i muszę wam wyznać, że żałuję, że nie duszkowałam misiom w tym roku, bowiem nie ma nic przyjemniejszego niż obserwowanie jak stawiają pierwsze kroki (ofc nie wszyscy) w larpowaniu.

Choć i z tym łączą się śmieszne wspomnienia, bowiem pewnego razu ruda przechera Aker, rzucił był na moje miśki czar „Niewidzialny Miecz”. Nietrudno się domyślić, kto dzierżył niewidzialny miecz i kto dostał sromotny łomot, zanim inny duszek poszedł mi w sukurs i wyjaśnił graczom, że nie bije się duszka miecz dzierżącego, a miecz.

Ale LARPy w tym roku leciały jak trzeba, poza jednym, na który szczególnie się nastawiałam, i który mam nadzieje odbędzie się w przyszłym roku. Orkon 40 tysi, here i come! Ape, Kurko liczymy na was! Niestety pogoda uniemożliwiła odpalenie tego LARPa. Niestety, start Larpa uniemożliwiła pogoda, istny gniew niebios.

Deadlands były bardzo zacne, choć ciut mi jeszcze brakowało rozmachu do jakiego czasem dochodziło na sesjach. Ale mechanika była rewelacyjna, postaci naprawdę fajne, intrygi poczwórnie złożone, mężczyźni poprzebierani za kobiety, kapłani-mroczni kultyści, zagubione Indianki, nieufni Indianie, jakieś złowrogie bóstwa i bestie, pojedynki- no pełen klimat. Brakowało Pinkertonów i końskiego łajna. Ale stroje- super. Gracze super. Organizacja - bez zarzutu.



7th Sea - Los Vagos - na bardziej radosnych Larpach, niż te robione przez team KomuchoWircynowy & Friends chyba nigdy nie byłam. Nie wiadomo co się działo, chaos, bieganina radosna, masa przezabawnych sytuacji, miliony zamaskowanych mścicieli wyskakujących nie wiadomo skąd. Zabawa przednia - mam nadzieję, że będzie kontynuowana.

Nie zapomnę tutaj o zaproszeniu Was na Larpa Warhammerowego odbywającego się w Wiosce Fantasy w Kuńkowcach w pierwszy weekend września. Będzie pysznie!

Niestety o Warhammerze i Djurkuście nie mogę wam wiele powiedzieć, bowiem rozłożyła mnie Orkonówka- paskudne zapalenie krtani, które ciut przejechało się po kilku uczestnikach w tym roku. Było nie popijać soków ze wspólnej butli.


Uczestnicy natomiast donoszą, że zabawa była przednia, i długo Djurkust przeżywali. Żałuję - może w przyszłym roku.

O Grze Głównej natomiast w prawie samych superlatywach. Pozwolę sobie na słowo krytyki jedno tylko - Ludziska! Punktualność w wychodzeniu na GG to cnota! Co mi się najbardziej podobało w GG?

Gra nocna- ten klimat, te wydarzenia. Potwory wychodzące z lasu! Podpalenia! Tajemne rytuały i spotkania rzezimieszków w Lesie! Klimat w karczmie, turnieje pokera, nocne graczy rozmowy. Cud, miód i poezja. Fajerwerki, biały lotos i chętne dziewoje!

Interakcja z Duszkami- pierwszy raz w tym roku do duchów dało się normalnie zagadać, grali jakies pobocze rólki- typu Grabarz, gwardia- Robert Generyk, i Jaś Losowy. Wielka ryba, przez którą Gald Golding, kowal światów, nieomal wpadłby do wody. A szczupak miał iście Bestialskie rozmiary.

Klimat panujący wśród krasnoludów- aaaah, aż chce się za młot znów chwycić.

Konkursy profesyjne, które w tym roku nie dość że odbywały się w trakcie GG, dawały fajne materialne nagrody, to jeszcze one nagrody miały przypisane konkretne bonusy w grze, co sprawiało, że chciało się wygrać!

Rewelacyjnie rozwiązany niewielki teren gry- przez środek biegła rzeka, którą dało się pokonać tylko mostem lub łódką, co sprawiało że gracze poruszali się wolno, zaś duszki szybko- dzięki czemu zawsze były na miejscu.

No i gra bez-qestowa, dająca graczom możliwość zaangażowania się w co tylko chcieli. Dla mnie najlepiej przemyślana GG jak dotąd. Ale wiadomo - ewolucja. Z roku na rok jest lepiej.

O super - zabawie wieczorami, cudownym poczuci jedności z bracią larpową, dobrze pomyślanym cateringu, wolnym dostępie do ciepłej wody i elektryczności, o porcelanowych zakątkach - nawet nie ma co wspominać.



Były. I gracz spojrzał na nie - i powiedział „To dobre było”.

Ponadto, nie chwaląc się, zaplecze sklepowe w tym roku było naprawdę godne. Kto w terminie otwarcia stoisk podchodził do wiaty, temu skrzyły się po oczach drogocenne kamienie, wybuchały efekty specjalne, lśniły woskowo skórzane zbroje i akcesoria, zachęcała charakteryzacja i kusiły stroje.

Mamy nadzieję, że nasza oferta była satysfakcjonująca - wszelkie uwagi przyjmuję na maila Adres poczty elektronicznej jest chroniony przed robotami spamującymi. W przeglądarce musi być włączona obsługa JavaScript, żeby go zobaczyć.

Nie mogę się doczekać przyszłego roku. Do zobaczenia!

Zdjęcia dzięki uprzejmości: Magdaleny Majchrzyckiej i SilverClock, Krzysztofa Samka i Adriana Jakuboze.

Sklep w wersji BETA. Jeżeli znajdziesz błąd zgłoś go do nas.