Relacja z Flamberga
Wpisany przez Agnieszka Pilc wtorek, 06 września 2011 14:35
Flamberg- konwent do którego prawdopodobnie mam największy sentyment. Zawiązałam tam masę przyjaźni, które trwają po dziś, zwabiłam tam masę przyjaciół. Jako pierwsi zrealizowali nowatorskie podejście do tematyki fantasy, przedstawiając unikalny świat Rashtraam, o bardzo rozbudowanej i oryginalnej mitologii. Tam właśnie odkryłam zamiłowanie do ról z „traumą”, szaleństwem i konfliktami wewnętrznymi, które staram się aplikować w każdego LARPa, niezależnie czy gram, czy organizuję.
Konwent na około 200 osób, od lat trwa w niezmiennej formule, wciąż propagując idee duszków, drużyn i NPCów. I od lat trwa dyskusja, miedzy zwolennikami i przeciwnikami tej idei.
Dla mnie, to najlepszy sposób na chrzest początkujących graczy, zaś role NPC nieodmiennie stanowią duże wyzwanie aktorskie. Flam również jako pierwszy wprowadził lateksiaki jako broń bezpieczną, co w istotny sposób wpływa na wygląd broni, w tym i drużyn. Nie wspominając już o bezpieczeństwie, bo to zawsze jest u organizatorów stawiane na pierwszym miejscu.
Flam ma wiele oblicz - dla dorosłych i dla dzieci. Jest to konwent na którym organizowane są i chLARPy i znakomicie animowane imprezy, gdzie dorosły uczestnik może na całkowitym luzie zrelaksować się przy browarze, lub kilku. W ogóle może tam zejść z człowieka pozłota cywilizacji, i nikt na to nie zwraca szczególnej uwagi.
Piękniejsze jednak poza tym luzem jest to, że pojawia się tam MASA dzieci. Jest to prawdopodobnie najbardziej przyjazny dzieciakom konwent w Polsce i ze względu na organizowane Zabawy dla dzieci, we współpracy z Gminą i dlatego że sporo dzieci tam gra, śpi po namiotach, z rykiem ogłuszającym gania wybranego i często zmienianego ochotnika z bezpieczną bronią, z namaszczeniem prezentuje strój, oraz z zaangażowaniem tłumaczy innym przewagę ludzi nad innymi rasami. Nie widać po nich jakiejś traumy jak widzą fikcyjne śmierci, ani nie umierają na sepsę czy zapalenie płuc od przebywania w warunkach polowych. Przeciwnie - mam wrażenie graniczące z pewnością, że znakomicie się bawią, a możliwość tarzania się w „czystym leśnym brudzie” jest i praktyczna i niezwykle przyjemna. Łącznie ze staraniem pewnego uroczego blond trolla, w wieku około lat pół, by schwycić mrówkę i ją spożyć, a także zbadać walory smakowe zielonej szyszki. Sądząc po minie, jedno i drugie było średnio pyszne.
Szczerze i serdecznie pluję sobie w brodę, że nie brałam udziału w LARPie D&Dkowym gdyż sądząc po zdjęciach - był boski.
ChLARP, w hołdzie wielkiemu polakowi: biesiada na akord połączona z koniecznością wykonania telemarka - wzbudziła mój szczery podziw, jeśli wiecie co mam na myśli. JAAANE AHOOONEN, JANNE AHONEN! Wybaczcie żarcik sytuacyjny - wanna know? Come next year!
Larpy były codziennie, nawet dwa - dla wytrwałych. Nudzić się w każdym razie nie dało, chyba, że ktoś się nader starał.
Pod względem logistyczno organizacyjnym to zawsze będzie najlepiej zorganizowany konwent.
Prąd, catering, namiot ogromny z gamesroomem, prysznice polowe, prysznice z ciepła wodą - czego potrzebowałeś, było na miejscu. Wszystko odbywało się PUNKTUALNIE. Albo z minorowym opóźnieniem. Choć zawsze wypada poskarżyć się na ceny - ale wiadomo jak to jest. Ja nie narzekałam, negocjowałam ceny aż furczało.
Odnośnie gry głównej. Pierwszego dnia - typowe, zacne low fantasy, rewelacyjna zabawa, rozkminy. Granie elfim pariasem - bezcenne.

Drugiego dnia nagle zamieniło się w high fantasy, aż do wielkiej finałowej bitwy dnia trzeciego, gdzie jako nieumarły elfi parias robiłam za nianię, starając się uchronić młodych przed stratowaniem lub przypadkową strzałą. Generalnie z podsłuchanych relacji gracze bawili się świetnie. Duże wrażenie robiła wioska krasnoludzka, wybudowana ogromnym wysiłkiem graczy. Jest to druga stała lokacja, wybudowana przez graczy w Polsce, mam nadzieję, że oprze się zakusom turystów i lokalnych burzycieli porządku i służyć będzie przez lata.

Dostaliśmy nota bene od Krasnoludów bardzo nietypowe zamówienie. Jeden z nich zażyczył sobie by zrobić mu lateksowe gwoździe. Po co? Otóż postać ta założyła się przed czasem, w jakim odbywała się gra, ze swoimi ziomkami, że wbije sobie w łeb tuzin gwoździ. Nastepnego dnia ocknął był się, pierwszy raz w życiu po krasno-ludzkiej gorzałce czując się jakby miał kaca, a w wypolerowanej do lustra tarczy dostrzegł był swe odbicie. Eh, te zakłady po spożyciu. Oto efekt.

Mam co prawda nadzieję, że Flamberg w najbliższych latach przejdzie niewielką rewolucję i odświeży się trochę, śladami innych konwentów. Mam nadzieję, że przywrócony zostanie konkurs strojów, pojawi się więcej rzeczywistych lokacji i bardziej dynamicznych eventów i scen nocnych, a mniej sterowania NPCami. Ale co roku pojawiają się nowe poprawki - w tym roku kill ratio było naprawdę duże, aż zadziwiająco duże, co NPCom pozwoliło w końcu poczuć grozę i lęk przed śmiercią. Organizatorzy tego LARPa nigdy nie byli głusi na opinie uczestników, i chwała im za to.
Zawsze z radością będę wracać na ten konwent, wiedząc jakich zajekozackich ludzi tam spotkam, w zajekozackiej atmosferze.
Fot. Marta Brzozowska, Ola Kolon & Orsz, Strasznie Tutaj Wieje

